piątek, 29 marca 2013

Rozdział 6

Witam ponownie. Dla gwoli ścisłości, nie zawiesiłam tylko ostrzegałam że zawieszę. I tak wszystkim dziękuję za czytanie mego bloga. I love you all.... <33
Enjoy!

                                                                                       
                                                                                       
Siedziałem przed pokojem Asumiego modląc się żeby diagnoza doktora nie była zła. Wtedy otworzyły się drzwi. Poderwałem się na nogi. Popatrzyłem na doktora oczekując złych wieści. Doktor miał poważną minę.
- I...jak? - zapytałem, obawiając się najgorszego. Doktor uśmiechnął się lekko.
- Wszystko z nim w porządku. Rana nie była zbyt głęboka, nóż ledwo przeciął skórę. Chociaż Asumi nie będzie mógł przez jakiś czas wstawać z łóżka. Dopilnuj tego dobrze? - zapytał się mnie doktor.
- D-Dobrze.... - jakoś powiedziałem. Gdy doktor odszedł powoli wszedłem do jego pokoju. Spał spokojnie. Usiadłem koło łóżka ( a dokładniej koło maty na której był). 
- Dlaczego....? Nie musiałeś....mnie ratować.....Więc dlaczego....to zrobiłeś....? - wyszeptałem do siebie. Skuliłem się i wsadziłem głowę między (swoje oczywiście!) kolana. Łzy zaczęły mi niekontrolowanie spływać po policzkach. Przed oczami ciągle miałem jego twarz gdy ci bandyci chcieli się na niego rzucić....I jak zaczął kopać Reipu..... A to wszystko moja wina.... - obwiniłem siebie na głos. Poczułem rękę na głowie. Podniosłem powoli głowę. Zobaczyłem że Asumi się przebudził i to była jego ręka.
- To nie była twoja wina Koitsu..... - powiedział cicho.
- W-Właśnie że m-moja wina.... - odparłem przez łzy. Asumi pokręcił głową. Zdjąłem sobie jego rękę z głowy.
- To była moja wina Asumi....I nic tego nie zmieni....Beze mnie twoje życie byłoby lepsze, nie zostałbyś ranny, nie musiałbyś się trudzić by mnie ratować! - łzy znowu napłynęły mi do oczu. Ponownie schowałem głowę w kolana. Asumi przez chwilę się nie ruszał a potem przyciągnął mnie do siebie i przytulił. Podniosłem wzrok na niego. 
- To nie była twoja wina. - powiedział zdecydowanym głosem - To była i wyłącznie moja wina że pozwoliłem się podejść i narazić ciebie na niebezpieczeństwo. 
- Nie mów tak..... - zaprotestowałem cicho.
- Ale to jest prawda! To przeze mnie Reipu cię pobił! To moja wina że zostałem ranny! I to moja wina-- - przerwałem mu tutaj.
- Powiedziałem żebyś tak nie mówił! To nie była twoja wina! - próbowałem go przekonać lecz niewiele wskórałem. Czułem że drży od płaczu. Zamilkłem, pozwalając mu mówić.
- To wszystko....moja wina......Gdybym nie dał się złapać....to byłbyś cały.... - wyszeptał, płacząc. 
- Taak....I gdybyś nie dał się złapać to bylibyśmy dalej tylko przyjaciółmi. 
- C-Co masz na myśli....?
- To że wreszcie wiem co do ciebie czuję Asumi......Przedtem broniłem się przed tym a teraz wiem..... - urwałem jakbym się bał to powiedzieć.
- Co wiesz....?
- Teraz wiem....że cię kocham Asumi..... - wyszeptałem i spojrzałem mu w oczy. Rozbłysły w nich wesołe iskierki.
- Też cię kocham Koitsu.... - pocałował mnie w czoło. 
- Ty wiesz, połóż się może już... - powiedziałem z łobuzerskim uśmieszkiem.
- No i spieprzyłeś nastrój.... - roześmiał się Asumi i położył się na macie. Wstałem by wyjść ale nie było mi to dane. Asumi złapał mnie za rękę podnosząc się do pozycji siedzącej. Spojrzałem na niego i to jedno spojrzenie wyjaśniło mi wszystko. Usiadłem z powrotem i odgarnąłem kosmyki włosów z czoła Asumiego. Uśmiechnął się i zamknął oczy. Zasnął. Też się uśmiechnąłem. 
- Zostanę z tobą już na zawsze.... - wyszeptałem.



KONIEC ROZDZIAŁU 6


                                                                                       
                                                                                       

Heej! Tak to już koniec serii ale nie martwcie się będzie nowa. Już wkrótce!
Czyli jednak nie zawieszę bloga ale to ostrzeżenie tyczy się również przyszłych blogów! Dzięki za czytanie! Mam nadzieję że historia Koitsu i Asumiego się wam podobała! 

Ciekawostka :
Asumiego wzorowałam na niejakim Asamim z yaoi Viewfinder.
Koitsu po jap. znaczy "facet" a Reipu Shi to "gwałcić".....xD
Blog wzorowałąm na yaoi "Tight Rope".

Informacja

Obawiam się że będę musiała zwiesić bloga. Nie komentujecie i boję się że wam się to nie spodobało. Nie zawieszę pod warunkiem że : 
  1. Dostanę co najmniej 5 dobrych komentarzy.
  2. Ktoś jakkolwiek poinformuje że mu się podoba.
Jeśli nie spełnicie tych warunków to przykro mi bardzo ale zawieszę lub usunę bloga.
Było miło. Ciągle będę was kochać <3  ;(




Pozdrowienia dla wszystkich.

czwartek, 28 marca 2013

Rozdział 5

Zdjęto mi opaskę. Zobaczyłem jakiegoś faceta naprzeciw mnie. Nagle, ten gościu chwycił mnie za ramię i zabrał do innego pokoju. Nie założono mi już opaski lecz dostałem czymś ciężkim w tył głowy. Gdy się ocknąłem byłem związany i siedziałem na podłodze. Wtedy zobaczyłem go. To był ten sam facet co mnie tu zabrał. Zacząłem się szamotać by się uwolnić. 
- Już, już. Uspokój się bo zrobisz sobie krzywdę - powiedział jakby z rozbawieniem. Warknąłem na niego.
- Co ty chcesz ze mną zrobić? - zapytałem cichym lodowatym głosem. Skrzywił się.
- Wiesz nie musisz być taki chłodny Koitsu.... - powiedział cicho.
- S-Skąd znasz moje imię? Uśmiechnął się z politowaniem. Podszedł bliżej i chwycił mnie za brodę.
- Więc mnie nie pamiętasz? - zapytał ciągle z tym durnym uśmiechem na twarzy.
- Skąd mam cię niby znać? - odburknąłem. Westchnął i puścił moją brodę. 
- Cóż widzę że będę musiał ci przypomnieć..... Jestem Reipu Shi. Pamiętasz teraz? - zapytał się z zmrużonymi oczyma.
- Reipu....? Chwila....Rei? Czy to ty?! - prawie krzyknąłem. Pokiwał powoli głową. 
- Rei....Dlaczego mi to robisz.....? - zapytałem z łzami w oczach - Nic ci złego nie zrobiłem..... 
- Może ty tak uważasz....Lecz ja sądzę co innego....Zawsze patrzyłeś na mnie z góry....Jak na śmiecia! - wykrzyknął, podszedł i uderzył mnie w policzek. Pod wpływem uderzenia odwróciłem głowę na bok. Łzy pociekły mi po policzkach. 
- Rei.... - nie dokończyłem. Widziałem że był wściekły. Udzielił mi się jego nastrój, sam się wściekłem.
- To może daj mi powalczyć jak równy z równym a nie że mnie bijesz gdy jestem związany!! - krzyknąłem. Nic nie mówiąc podszedł do mnie i mnie rozwiązał. Wstałem i roztarłem nadgarstki.
= No....I teraz mamy równe szanse.... - burknąłem pod nosem. Rei milcząc stanął naprzeciw mnie i nim się obejrzałem dostałem z całej siły w brzuch. Upadłem na podłogę.
- Uh! - leżałem na podłodze trzymając się za obolały brzuch. Reipu chciał mnie kopnąć jeszcze ale wtedy drzwi otwarły się z hukiem. 
- A-Asumi! - wykrztusiłem. Asumi podszedł do Reipu który coś tam gadał i z całej siły, jak on mnie, przywalił mu w brzuch. Rei osunął się na podłogę. Asumi zaczął go kopać w brzuch. 
- Asumi! Przestań! - krzyknąłem do niego. Nie posłuchał. Wtedy wpadła banda oprychów. 
- Osz ty....! - chcieli się na niego rzucić lecz wtedy on odwrócił się do nich.
- Kto chce zginąć? - zapytał się mrocznym, obiecującym śmierć głosem. Od razu opuściła ich odwaga. 
Wstałem i chwyciłem Asumiego za ramię
.
- Chodźmy do domu.... - powiedziałem.
- Skrzywdził cię.... - powiedział cicho Asumi.
- Jestem cały....Okej? To chodźmy do domu.... - pociągnąłem go za ramię i wyszliśmy. Gdy byliśmy już na zewnątrz Asumi zatrzymał się.
- Przepraszam.... - powiedział i upadł. Lecz nim przewrócił się na ziemię złapałem go. Dotknąłem jego pleców, odjąłem rękę i zobaczyłem że jest cała we krwi. Zamarłem. W plecach Asumiego był nóż.



KONIEC ROZDZIAŁU 5




Przepraszam że zdjęcia nie są dokładnie takie same ale trudno identyczne zdjęcia z yaoi znaleźć.
I chyba zawieszę bo nie ma komentarzy. Przykro mi że nie komentujecie.


Sorry for that the pictures aren't the same but it's difficult to find identical pictures.
And I'll probably suspend the blogg 'cause there isn't comments. I am sorry you aren't commenting. 

środa, 27 marca 2013

Rozdział 4

Gdy się obudziłem zobaczyłem Asumiego. Wyglądał na zdenerwowanego, zaniepokojonego. Od razu wiedziałem że coś jest nie tak. 
- Co się stało? - zapytałem się go i usiadłem na łóżku. Spojrzał na mnie.
- Musimy się stąd wynosić - odpowiedział.
- Co? Ale dlaczego? Coś nam grozi?? - udzieliło mi się jego zdenerwowanie. Westchnął i przeczesał włosy palcami. 
- Nie nam tylko tobie Koitsu. A teraz przebieraj się - rzucił mi jakieś zawiniątko i wyszedł.
O co chodzi? Dlaczego miałoby coś mi grozić? - takie myśli kołatały mi w głowie. Przebrałem się i nagle poczułem chłód w pokoju. Zadrżałem. Spojrzałem w okno i zobaczyłem że jest otwarte. Przez chwilę się w nie wpatrywałem a potem chwyciłem swoje rzeczy i wybiegłem. Wpadłem na Asumiego. Upadłem na podłogę. (Tak nawiasem mówiąc to gips miałem zdjęty i wszystko było już ze mną prawie w porządku.) Asumi odwrócił się. Popatrzył na mnie. Podał mi rękę. Podciągnąłem się i wstałem. 
- Wszystko w porządku Koitsu? - zapytał z troską.
- Uh....Tak w porządku. Po prostu.....Zresztą nieważne idźmy już stąd - chciałem jak najszybciej opuścić szpital. Asumi pokiwał głową. Powiedział coś do recepcjonistki i wyszliśmy. Cały czas miałem wrażenie że ktoś nas śledzi. Odwróciłem głowę i zobaczyłem jakiegoś gościa wpatrującego mi się prosto w oczy. Przestraszyło mnie to. Odwróciłem się z powrotem do Asumiego i przyspieszyłem kroku. Asumi dogonił mnie. 
- Hej, co jest? Coś tak nagle przyśpieszył?? - nie mógł zrozumieć mojego zachowania.
- Jakiś gościu nas śledzi - powiedziałem jak najciszej mogłem do niego - Odwróć się dyskretnie. Odwrócił się i wydaje mi się że też go zobaczył po również przyspieszył.
- Cholera....Musimy się dostać jak najszybciej do mojego samochodu 
- Jest bardzo źle czy tylko źle...? - próbowałem rozładować atmosferę.
- Nie czas na żarty Koitsu. Masz poważne kłopoty. W końcu dostaliśmy się do samochodu. Wsiedliśmy i odjechaliśmy. Spojrzałem w lusterko. Zamarłem.
- Asumi.....Nie wydaje mi się żeby to był koniec naszych kłopotów.... - powiedziałem zdrętwiałymi ze strachu ustami. Asumi także spojrzał w lusterko. Nacisnął pedał gazu.
- Cholera....Trzeba go zgubić - mruknął pod nosem. Przełknąłem ślinę. Bałem się. Nagle ten gościu w samochodzie znalazł się obok nas i walnął swoim autem w nasze. 
- Aaaaa! - krzyknąłem.
- Trzymaj się Koitsu! - odkrzyknął Asumi. Chwyciłem się siedzenia. Teraz to Asumi walnął w tego gościa. I tak w kółko. W końcu Asumiemu udało się go zepchnąć za barierkę. (Bo było to na moście). Odetchnąłem z ulgą ale wtedy to nasz samochód zaczął się psuć i także spadliśmy w przepaść.
                                                                                                                        
                                                                                                                        
                                                                                                                        
Obudziłem się w gruzach samochodu. Asumiego tam nie było. Wstałem i wyszedłem z gruzów. Bolało mnie dosłownie wszystko. Przeszedłem parę kroków i upadłem na ziemię. Zwymiotowałem. Nagle usłyszałem głos Asumiego.
- Koitsu! Koitsu! Gdzie jesteś!? Odezwij się!! - wołał. Wstałem i pobiegłem w kierunku głosu. 
- Asumi! Czekaj! Biegnę do ciebie! - odwoływałem. W końcu go znalazłem. Tyle że....był związany i trzymali go jacyś goście z pistoletami.
- A-Asumi.....Czego od niego chcecie?! - krzyknąłem do nich. Roześmiali się.
- Uspokój się dzieciaku bo inaczej komuś stanie się krzywda. - mówiąc to gość trzymający Asumiego przystawił mu pistolet do głowy. Zacisnąłem ręce w pięści. Drżały mi.
- Cholera.....Zostawcie go....Weźcie sobie mnie.... - powiedziałem.
- Koitsu....Nie..... - zareagował na to Asumi.
- Mamy wziąć ciebie tak...? Hm...Ciekawa propozycja....Cóż i tak mieliśmy zamiar to zrobić więc zgoda. - odpowiedział gość który go trzymał. Rozwiązali Asumiego i pchnęli go do przodu. Jeden z nich podszedł do mnie i mi związał ręce. Zaprowadził mnie do reszty. Nie stawiałem oporu. Ważne że Asumi był bezpieczny. Spojrzałem na niego. On wyciągnął do mnie rękę by mnie chwycić lecz oni przystawili mi pistolet do głowy. Asumi zatrzymał się. 
- Nie martw się Asumi....Jeszcze się spotkamy zobaczysz.... - powiedziałem do niego. Człowiek który mnie trzymał pchnął mnie żebym szedł. Posłusznie poszedłem. Po jakimś czasie drogi zatrzymali mnie i zawiązali mi oczy. 
- Hę? To gdzie mnie prowadzicie...? - zapytałem zdezorientowany. 
- Do naszego szefa. I lepiej bądź przy nim grzeczny kundlu. - mówiąc to poczułem uderzenie w twarz. Upadłem na kolana.
- Hej! Miało się odbyć bez bicia! - krzyknął do niego któryś z jego oprychów. Kaszlnąłem. 
- O cholera..... - postawili mnie na nogi i otarli twarz. Poczułem w ustach smak krwi. Zaczęli mnie prowadzić dalej. Po dłuższym czasie poczułem że jesteśmy w pomieszczeniu. 
- Co się z nim stało panowie? Miało być szybko i dyskretnie! - powiedział nieznany głos.
- P-Przepraszamy szefie! Trochę się stawiał no i wie szef.... - tłumaczyli się.



KONIEC ROZDZIAŁU 4

Rozdział 3

Gdy Asumi chwycił moją rękę zorientowałem się że jesteśmy na ulicy. Chciałem pobiec na chodnik ale było już za późno. Zobaczyłem reflektory auta i już leżałem na chodniku. Czułem potworny ból w głowie i wszędzie. Asumi od razu do mnie doskoczył.
- !! Koitsu! Koitsu!! Cholera! - wykrzyczał i zadzwonił po karetkę.
- Masz tu ze mną zostać, jasne!? - po tych słowach usłyszałem dźwięk karetki, ale jakby z daleka. Ostatnie co zapamiętałem to czyjaś zalana łzami twarz. Wspomnienia z Asumim znikły.
                                                                      
                                                                      
                                                                     

Obudziłem się w szpitalu. Czułem że mam w gipsie rękę i bandaże na głowie. Pamiętałem tylko wypadek. Nic więcej. Zobaczyłem kogoś siedzącego na krześle przy łóżku. Ten ktoś zauważył że się obudziłem.
- Koitsu! Jak się cieszę! Nic ci nie jest? Przepraszam ten wypadek to moja wina. Ja- - wyrzucił z siebie te słowa lecz ja mu przerwałem.
- Kim jesteś? - zapytałem nieufnie.
- C-Co? Koitsu...To ja....Asumi....Nie mów że mnie nie pamiętasz! - chwycił mnie za ramiona lecz go odepchnąłem.
- Nie znam żadnego Asumiego. Co się stało? - zadałem kolejne pytanie. Ten "Asumi" usiadł na krześle i powiedział załamany :
- Miałeś....wypadek samochodowy.....Częściowo z mojej winy.
- Aha..... - nic więcej nie powiedziałem. Nagle do sali weszła moja rodzina. Mama, tata, siostry, nawet babcia przyszła. Mama od razu do mnie podeszła.
- Mój Boże, Koitsu, nic ci nie jest? Dlaczego nas tak straszysz? - pytała zmartwiona.
- Nic mi nie jest mamo spokojnie. Przepraszam że was wystraszyłem. - odpowiedziałem kryjąc śmiech. Wszyscy po kolei witali się ze mną i życzyli mi szybkiego powrotu do zdrowia. Dziękowałem ale czułem się coraz bardziej znużony. Gdy cała gromada wyszła (oprócz Asumiego) od razu skierowałem na niego wzrok. Wydawał się zrozpaczony.
- Um.....Wszystko w porządku....? - zapytałem i zauważyłem że te słowa z czymś mi się kojarzą.
- T-Tak..... Wszystko w porządku. Cóż będę już szedł.... - powiedział lecz nim wyszedł popatrzył na mnie, pochylił się i pocałował mnie w czoło. Zamarłem. Po chwili, złapałem go za rękę. Spojrzał na mnie zaskoczony. Pamiętam.....Teraz pamiętam.... - pomyślałem.
- Asumi.....Nie idź.... - powiedziałem tym tonem jakim zawsze do niego mówię. Uśmiechnąłem się delikatnie. Asumiemu opadła szczęka. 
- Koitsu.... - powiedziawszy to siadł na krześle. Ucieszyłem się ale potem przypomniałem sobie co się stało u niego w domu. Spojrzałem na niego.
- Dlaczego....? - nie dokończyłem.
- Hę? Co dlaczego? - nie zrozumiał Asumi.
- Dlaczego....wtedy mnie pocałowałeś....? - zapytałem cicho. Łzy napłynęły mi do oczu.
- Hej.....Koitsu......Nie płacz.....Wytłumaczę ci to potem. - starał się mnie uspokoić.
- Nie.... - zaprotestowałem - Nie....wytłumacz mi to teraz.....
- Uh.....Więc.....
- Rozumiem. Zapomnij o mnie. Wróć do normalnego życia - powiedziałem z narastającą w mym głosie złością.
- K-Koitsu....Ale....
- Nie słyszałeś?! IDŹ SOBIE !!!!!!!!! - krzyknąłem na niego i rozpłakałem się z bezsilności.
- Koitsu..... - Asumi siadł na krześle - Spokojnie....Przepraszam za tamto. To był tylko przypływ emocji. Nic więcej. Obiecuję że nigdy więcej nic takiego nie zrobię. 
- O-Obiecujesz...? 
- Obiecuję. - Asumi uśmiechnął się do mnie i pogładził po głowie. Tez się uśmiechnąłem i wytarłem łzy. Ziewnąłem/
- Chyba powinieneś się położyć Koitsu. Jesteś zmęczony - doradził Asumi.
- Okej....Ale sobie nie pójdziesz prawda....? - zapytałem z obawą że mógłby mnie opuścić.
- Zostanę przy tobie. 
Nagle zadzwonił jego telefon. Przeprosił mnie i odszedł trochę dalej by odebrać.
(Asumi)
Ziewnąłem raz jeszcze. Spojrzałem na Asumiego. Uśmiechnąłem się i zasnąłem.

wtorek, 26 marca 2013

Rozdział 2


- Nic. Zero. - potwierdził. Teraz to się wkurzyłem. Popatrzyłem mu w oczy. Zbliżył twarz do mojej i nim się zorientowałem już mnie całował. A teraz to osłupiałem ze zdziwienia. 

Obudziłem się położony na sofie. Niezbyt pamiętałem co się stało. Wtem, złapałem się za głowę. Zaczęła mnie delikatnie mówiąc boleć. Syknąłem z bólu. Po tym usłyszałem jego głos :
- Wszystko okej...? - zapytał się siadając obok mnie.
- Uh....Tak już w porządku. Przepraszam że sprawiłem tyle kłopotu - odpowiedziałem. Roześmiał się.
- Nie przepraszaj. To żaden kłopot. 
- Naprawdę? Oh, jak mi ulżyło - powiedziałem z uśmiechem. Odwrócił wzrok. Przestałem się uśmiechać.
- Coś się stało.....? - zapytałem. Nie odpowiedział. Pomachałem u ręką przed oczami. Zamrugał parę razy i spojrzał na mnie.
- Hm? Oh, nie, jest w porządku. - powiedział z uśmiechem. Poczułem ulgę. Uśmiechnąłem się do niego leciutko i naraz (akurat teraz! Wrrr...) rozległo się moje burczenie. Zaczerwieniłem się. Przez chwilę wyglądało na to że mój "wybawca" powstrzymuje śmiech. Wywróciłem oczami i z powrotem położyłem się na sofie odwracając się do niego tyłem. Sofa wibrowała od jego śmiechu.
- Przepraszam! Hej, słyszysz..? No przecież powiedziałem że przepraszam! - starał się mnie udobruchać.
- Już, już wybaczam ci... - mruknąłem pod nosem. Potargał moje włosy i poszedł do kuchni zrobić coś do jedzenia. Eh....Hej! Moment....KIM ON W OGÓLE JEST?! NAWET NIE ZNAM JEGO IMIENIA!! - pomyślałem. Gdy przyszedł z powrotem z jedzeniem, odstawiłem tacę na bok.
- Słuchaj....Jak ty w ogóle masz na imię...? Bo tak jakoś nie zapytałem.... - zapytałem się go.
- Hm....Powiem ci jak ty mi powiesz swoje... - uśmiechnął się złośliwie. 
- Hej! Ale to ja pierwszy zapytałem!! - powiedziałem ze śmiechem - No niech ci będzie ja jestem Koitsu Shonen. 
- Ja jestem Asumi - odpowiedział. Chwila ciszy. 
- I tyle..? Zero nazwiska? Nic...? - czekałem na odpowiedź. 
- Nic. Zero - potwierdził. Zbliżył twarz do mojej. 
Nim się zorientowałem to już mnie całował.
Odsunął się i popatrzył mi w oczy. Odepchnąłem go (przypływ emocji, wiecie) , złapałem kurtkę i wybiegłem na dwór. Słyszałem że on też wybiegł za mną ale mnie nie gonił. Po chwili byłem już w środku miasta. Zwolniłem do normalnego kroku. Założyłem kurtkę. Jak na złość zaczęło padać. Niestety nie miałem kaptura w kurtce. Spacerowałem bez celu. Rozmyślałem nad tym co się stało w domu  Asumiego. Dlaczego? - to pytanie nasuwało mi się najczęściej. Usiadłem pod jakąś ścianą. Łzy zaczęły mi lecieć z oczu. Nie mogłem zrozumieć co kierowało Asumim... Otarłem łzy wierzchem dłoni.
- Eh....Nie zimno ci przypadkiem...? - zapytał ktoś znajomym głosem. Poderwałem się na nogi i zacząłem mierzyć Asumiego podejrzliwym wzrokiem. Westchnął ponownie.
- Cóż....Widzę że mi już nie ufasz co Koitsu...? 
- Nie. Ani trochę - syknąłem na niego.
- Hej, hej spokojnie. Nic ci złego nie zrobię dzieciaku. 
- Nie odzywaj się do mnie. Zostaw mnie. Nie zbliżaj się do mnie. Jasne? - powiedziałem ostrym głosem.
- Auć....To już bolało. 
- Bo to miało boleć palancie!! - wrzasnąłem na niego, odwróciłem się i zacząłem iść w drugą stronę szybkim krokiem. Asumi dogonił mnie i złapał za ramię gdy wtem....

KONIEC RODZIAŁU 2.






Przepraszam że trochę mało ale cosik weny nie mam xD.

piątek, 22 marca 2013

Rozdział 1

 RODZIAŁ 1
Wszystko zaczęło się od tego że się obudziłem. Byłem na łóżku. Niby wszystko było normalnie lecz jednak coś nie było w porządku. Nagle zorientowałem się w czym rzecz. TO NIE BYŁ MÓJ DOM!! Przestraszony, zerwałem się do pozycji siedzącej. Nagle, zauważyłem go. Siedział obok łóżka, na krześle. Wpatrywał się we mnie jak w bóstwo. Zmieszany, spuściłem wzrok na kołdrę. 
- Dobrze się czujesz? - zapytał. Pokiwałem głową, bojąc się odezwać. 
- Nie musisz się mnie bać... - powiedział, jakby ze złością.
- Gdzie...Gdzie ja jestem...? - zapytałem drżącym głosem.
- Jesteś u mnie w domu. Nie bój się nic ci nie zrobię - powiedział łagodnie. Rozejrzałem się po pokoju. 
- A...A jak się tu znalazłem..? - zapytałem ponownie.
- Oh, po prostu znalazłem cię na ulicy po tym jak.... - tu przerwał i wbił wzrok w ścianę zaciskając pięści.
- Um...Po tym jak...co?
- Po tym jak...Eh, nieważne. Po prostu znalazłem cię na ulicy i wziąłem do domu.
- Aha....A dlaczego...? - chciałem widzieć. Nie odpowiedział mi. Po prostu wstał i wyszedł. Przewróciłem oczami. Postanowiłem wstać z łóżka. Zsunąłem z siebie kołdrę. Wstałem i przeciągnąłem się. Poszedłem w kierunku kuchni (przynajmniej tak mi się zdawało). Stanąłem na progu i zobaczyłem że on nalewa wody do szklanki czy coś. Chciałem się go zapytać dlaczego mi pomógł lecz nim otworzyłem usta zakręciło mi się w głowie. Zacząłem upadać na podłogę lecz nim gruchnąłem o ziemię ON mnie złapał. Nie wiedziałem co się stało. Byłem okropnie oszołomiony. 
- Hej! Wszystko okej? - zapytał się. Nie odpowiedziałem, po prostu wpatrywałem się w podłogę. Nagle, ciemność ogarnęła mnie. Ostatnie co zobaczyłem to jego przerażoną twarz i mnie upadającego na podłogę.



KONIEC ROZDZIAŁU 1




A w ogóle wyglądam tak: