- !! Koitsu! Koitsu!! Cholera! - wykrzyczał i zadzwonił po karetkę.
- Masz tu ze mną zostać, jasne!? - po tych słowach usłyszałem dźwięk karetki, ale jakby z daleka. Ostatnie co zapamiętałem to czyjaś zalana łzami twarz. Wspomnienia z Asumim znikły.
Obudziłem się w szpitalu. Czułem że mam w gipsie rękę i bandaże na głowie. Pamiętałem tylko wypadek. Nic więcej. Zobaczyłem kogoś siedzącego na krześle przy łóżku. Ten ktoś zauważył że się obudziłem.
- Koitsu! Jak się cieszę! Nic ci nie jest? Przepraszam ten wypadek to moja wina. Ja- - wyrzucił z siebie te słowa lecz ja mu przerwałem.
- Kim jesteś? - zapytałem nieufnie.
- C-Co? Koitsu...To ja....Asumi....Nie mów że mnie nie pamiętasz! - chwycił mnie za ramiona lecz go odepchnąłem.
- Nie znam żadnego Asumiego. Co się stało? - zadałem kolejne pytanie. Ten "Asumi" usiadł na krześle i powiedział załamany :
- Miałeś....wypadek samochodowy.....Częściowo z mojej winy.
- Aha..... - nic więcej nie powiedziałem. Nagle do sali weszła moja rodzina. Mama, tata, siostry, nawet babcia przyszła. Mama od razu do mnie podeszła.
- Mój Boże, Koitsu, nic ci nie jest? Dlaczego nas tak straszysz? - pytała zmartwiona.
- Nic mi nie jest mamo spokojnie. Przepraszam że was wystraszyłem. - odpowiedziałem kryjąc śmiech. Wszyscy po kolei witali się ze mną i życzyli mi szybkiego powrotu do zdrowia. Dziękowałem ale czułem się coraz bardziej znużony. Gdy cała gromada wyszła (oprócz Asumiego) od razu skierowałem na niego wzrok. Wydawał się zrozpaczony.
- Um.....Wszystko w porządku....? - zapytałem i zauważyłem że te słowa z czymś mi się kojarzą.
- T-Tak..... Wszystko w porządku. Cóż będę już szedł.... - powiedział lecz nim wyszedł popatrzył na mnie, pochylił się i pocałował mnie w czoło. Zamarłem. Po chwili, złapałem go za rękę. Spojrzał na mnie zaskoczony. Pamiętam.....Teraz pamiętam.... - pomyślałem.
- Asumi.....Nie idź.... - powiedziałem tym tonem jakim zawsze do niego mówię. Uśmiechnąłem się delikatnie. Asumiemu opadła szczęka.
- Koitsu.... - powiedziawszy to siadł na krześle. Ucieszyłem się ale potem przypomniałem sobie co się stało u niego w domu. Spojrzałem na niego.
- Dlaczego....? - nie dokończyłem.
- Hę? Co dlaczego? - nie zrozumiał Asumi.
- Dlaczego....wtedy mnie pocałowałeś....? - zapytałem cicho. Łzy napłynęły mi do oczu.
- Hej.....Koitsu......Nie płacz.....Wytłumaczę ci to potem. - starał się mnie uspokoić.
- Nie.... - zaprotestowałem - Nie....wytłumacz mi to teraz.....
- Uh.....Więc.....
- Rozumiem. Zapomnij o mnie. Wróć do normalnego życia - powiedziałem z narastającą w mym głosie złością.
- K-Koitsu....Ale....
- Nie słyszałeś?! IDŹ SOBIE !!!!!!!!! - krzyknąłem na niego i rozpłakałem się z bezsilności.
- Koitsu..... - Asumi siadł na krześle - Spokojnie....Przepraszam za tamto. To był tylko przypływ emocji. Nic więcej. Obiecuję że nigdy więcej nic takiego nie zrobię.
- O-Obiecujesz...?
- Obiecuję. - Asumi uśmiechnął się do mnie i pogładził po głowie. Tez się uśmiechnąłem i wytarłem łzy. Ziewnąłem/
- Chyba powinieneś się położyć Koitsu. Jesteś zmęczony - doradził Asumi.
- Okej....Ale sobie nie pójdziesz prawda....? - zapytałem z obawą że mógłby mnie opuścić.
- Zostanę przy tobie.
Nagle zadzwonił jego telefon. Przeprosił mnie i odszedł trochę dalej by odebrać.
(Asumi)
Ziewnąłem raz jeszcze. Spojrzałem na Asumiego. Uśmiechnąłem się i zasnąłem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz