- Nic. Zero. - potwierdził. Teraz to się wkurzyłem. Popatrzyłem mu w oczy. Zbliżył twarz do mojej i nim się zorientowałem już mnie całował. A teraz to osłupiałem ze zdziwienia.
Obudziłem się położony na sofie. Niezbyt pamiętałem co się stało. Wtem, złapałem się za głowę. Zaczęła mnie delikatnie mówiąc boleć. Syknąłem z bólu. Po tym usłyszałem jego głos :
- Wszystko okej...? - zapytał się siadając obok mnie.
- Uh....Tak już w porządku. Przepraszam że sprawiłem tyle kłopotu - odpowiedziałem. Roześmiał się.
- Nie przepraszaj. To żaden kłopot.
- Naprawdę? Oh, jak mi ulżyło - powiedziałem z uśmiechem. Odwrócił wzrok. Przestałem się uśmiechać.
- Coś się stało.....? - zapytałem. Nie odpowiedział. Pomachałem u ręką przed oczami. Zamrugał parę razy i spojrzał na mnie.
- Hm? Oh, nie, jest w porządku. - powiedział z uśmiechem. Poczułem ulgę. Uśmiechnąłem się do niego leciutko i naraz (akurat teraz! Wrrr...) rozległo się moje burczenie. Zaczerwieniłem się. Przez chwilę wyglądało na to że mój "wybawca" powstrzymuje śmiech. Wywróciłem oczami i z powrotem położyłem się na sofie odwracając się do niego tyłem. Sofa wibrowała od jego śmiechu.
- Przepraszam! Hej, słyszysz..? No przecież powiedziałem że przepraszam! - starał się mnie udobruchać.
- Już, już wybaczam ci... - mruknąłem pod nosem. Potargał moje włosy i poszedł do kuchni zrobić coś do jedzenia. Eh....Hej! Moment....KIM ON W OGÓLE JEST?! NAWET NIE ZNAM JEGO IMIENIA!! - pomyślałem. Gdy przyszedł z powrotem z jedzeniem, odstawiłem tacę na bok.
- Słuchaj....Jak ty w ogóle masz na imię...? Bo tak jakoś nie zapytałem.... - zapytałem się go.
- Hm....Powiem ci jak ty mi powiesz swoje... - uśmiechnął się złośliwie.
- Hej! Ale to ja pierwszy zapytałem!! - powiedziałem ze śmiechem - No niech ci będzie ja jestem Koitsu Shonen.
- Ja jestem Asumi - odpowiedział. Chwila ciszy.
- I tyle..? Zero nazwiska? Nic...? - czekałem na odpowiedź.
- Nic. Zero - potwierdził. Zbliżył twarz do mojej.
Nim się zorientowałem to już mnie całował.
Odsunął się i popatrzył mi w oczy. Odepchnąłem go (przypływ emocji, wiecie) , złapałem kurtkę i wybiegłem na dwór. Słyszałem że on też wybiegł za mną ale mnie nie gonił. Po chwili byłem już w środku miasta. Zwolniłem do normalnego kroku. Założyłem kurtkę. Jak na złość zaczęło padać. Niestety nie miałem kaptura w kurtce. Spacerowałem bez celu. Rozmyślałem nad tym co się stało w domu Asumiego. Dlaczego? - to pytanie nasuwało mi się najczęściej. Usiadłem pod jakąś ścianą. Łzy zaczęły mi lecieć z oczu. Nie mogłem zrozumieć co kierowało Asumim... Otarłem łzy wierzchem dłoni.
- Eh....Nie zimno ci przypadkiem...? - zapytał ktoś znajomym głosem. Poderwałem się na nogi i zacząłem mierzyć Asumiego podejrzliwym wzrokiem. Westchnął ponownie.
- Cóż....Widzę że mi już nie ufasz co Koitsu...?
- Nie. Ani trochę - syknąłem na niego.
- Hej, hej spokojnie. Nic ci złego nie zrobię dzieciaku.
- Nie odzywaj się do mnie. Zostaw mnie. Nie zbliżaj się do mnie. Jasne? - powiedziałem ostrym głosem.
- Auć....To już bolało.
- Bo to miało boleć palancie!! - wrzasnąłem na niego, odwróciłem się i zacząłem iść w drugą stronę szybkim krokiem. Asumi dogonił mnie i złapał za ramię gdy wtem....
KONIEC RODZIAŁU 2.
Przepraszam że trochę mało ale cosik weny nie mam xD.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz